Pajączki, żylaki, obrzęki… to może być niewydolność żylna. Gdzie i jak leczyć?

pajączki

Pajączki czy opuchnięte kostki po całym dniu siedzącej pracy to nie tylko problem estetyczny. Wszystkie te objawy mogą świadczyć o rozwijającej się przewlekłej niewydolności żylnej – twierdzą eksperci.

Czasami jest to tylko siateczka niebieskich nitek na łydce, wzór skarpetki wiernie odciśnięty na skórze po całym dniu. Czasem wrażenie, że nasze nogi ważą tonę.

Przewlekła niewydolność żylna to dziś poważny problem. Szacuje się, że schorzenie to dotyczy niemal 30 proc. mężczyzn i aż 60 proc. kobiet. Jednak w wieku podeszłym na chorobę żylną mężczyźni chorują w zasadzie równie często jak kobiety. Oprócz płci ważnym czynnikiem ryzyka są geny. Jeżeli ojciec lub matka mieli problemy z żylakami, to ich dzieci prawdopodobnie także ich nie unikną.

Przewlekłą niewydolność żylną powodują zaburzenia w naszym mikrokrążeniu. Zamiast ćwiczyć, uprawiać sporty, głównie siedzimy – najpierw w pracy, a potem w domu przed telewizorem. Winna jest też niewłaściwa dieta prowadząca do otyłości.

Tzw. pajączki same w sobie nie są groźne, jednak ich pojawienie się wskazuje na to, że za jakiś czas może dojść właśnie do przewlekłej niewydolności żylnej kończyn dolnych. Do którego specjalisty powinniśmy się udać, gdy np. sytuacja przestaje być akceptowana ze względów estetycznych?

Na świecie problemami żył zajmują się flebolodzy. W Polsce oficjalnie takiej specjalizacji nie ma. Najlepiej więc byśmy po pomoc udali się do gabinetu angiologa lub chirurga naczyniowego, którzy zajmują się flebologią. Lekarz może zlecić badania specjalistyczne, m.in. ocenę ukrwienia kończyn, która polega na zmierzeniu tętna w pachwinach, na tętnicy udowej i podkolanowej, a następnie na tętnicach stopy. Powinno się również wykonać badanie dopplerowskie (USG) żył kończyn dolnych.

W leczeniu kluczowa jest higiena życia, a więc przede wszystkim ruch – spacery, pływanie, jogging, narciarstwo biegowe – to dyscypliny idealne do utrzymania właściwego krążenia żylnego. Można też stosować kompresoterapię.

Więcej: www.wyborcza.pl