Kardiolog ostrzega przed pułapkami rywalizacji w sporcie amatorskim

rywalizacja

Rywalizacja może być dobrym czynnikiem motywującym, ale lekarze jej nie zalecają. – Jest na przykład 75-latka, która zdobyła koronę maratonów Ziemi. To jest nierealne, żeby wiele innych osób w tym wieku mogło powtórzyć jej wyczyn. Takich osób może być na całym świecie 10 – mówi kardiolog, prof. Artur Mamcarz, szef III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym.

Jeśli 70-latek chce powtórzyć jej wyczyn, nie będę mówił, że to super i że jest to przykład do naśladowania. W aspekcie zdrowotnym nie jest. Zalecamy osobom rekreacyjnie uprawiającym sport, żeby nie rywalizowali. Jeśli ktoś chce przebiec maraton, żeby zrobić kolejną „życiówkę”, to jako lekarz go ostrzegam, że lepiej, by nie był to jego główny cel. Dlaczego? Będzie wtedy na maksa rywalizował, a to jest ryzyko – może przekroczyć granicę swoich możliwości i odniesie szkody w zdrowiu wynikające z takiego przekroczenia – zauważa prof. Mamcarz.

Zwraca uwagę, że nie porównuje się 25-letniego piłkarza czy sprintera z 45-letnim, ba, nie porównuje się wyników uzyskiwanych przez tę samą osobę na początku kariery i po jej zakończeniu.

Trzeba pamiętać, że do pewnego wieku osiąga się najlepsze wyniki, potem jest constans, a potem stopniowy spadek. Z biegiem czasu wszystko się w nas starzeje, to fizjologiczny proces, który trzeba szanować. Nie można rywalizować, ponieważ jest to mało skuteczne, a sport tylko wtedy jest korzystny, gdy wykorzystujemy fizjologiczną adaptację, a nie walczymy o to, by wygrać: z przeciwnikiem, ze sobą, z czasem, dystansem – podkreśla kardiolog.

Przypomina, że kiedy do wysiłku dochodzi rywalizacja, organizm reaguje na nią dodatkowym dużym wyrzutem adrenaliny, co z kolei podnosi puls.

Serce i tak podczas wysiłku przyspiesza, a jeśli do tego dodamy rywalizację – przyspiesza jeszcze bardziej – podkreśla prof. Mamcarz.

Dla osób, które mogą mieć wadę serca albo inne czynniki ryzyka predystynujące do np. zawału czy udaru, rywalizacja może być tym jednym krokiem za daleko. Profesor przestrzega też, by nie stawiać sobie celów, które zdobyły inne osoby. Radzi też, by rozsądnie zwiększać obciążenia dla organizmu.

Przekraczanie dawki aktywności fizycznej do pewnego stopnia jest bezpieczne. Załóżmy, że ktoś trenuje 60 minut dziennie. Jeśli zwiększy to do 90 minut – będzie dobrze. Ale kolejne 60 minut o tej samej intensywności nie będzie już miało korzyści zdrowotnych, a może się zacząć problem ryzyka zbyt dużego obciążenia organizmu. Przy czym jest to kwestia indywidualna, zależąca od bardzo wielu elementów: masy ciała, dyscypliny, którą się uprawia, wieku, ewentualnych schorzeń oraz – co bardzo istotne – techniki treningu. Zła technika może zrobić sporo złego – przestrzega specjalista.

Kardiolodzy podkreślają, że nieaktywni dotąd dorośli powinni swoją przygodę ze sportem rozpoczynać stopniowo, stosując wysiłek o lekkim lub umiarkowanym nasileniu (łatwym miernikiem jest to, że w trakcie takiego rodzaju wysiłku nieznacznie przyspiesza oddech, ale wciąż można się porozumiewać pełnymi zdaniami) przez krótkie okresy czasu (nawet poniżej 10 min), z sesjami treningowymi rozłożonymi na cały tydzień.

Chodzi o to, by organizm zaczął stopniowo wyrabiać tolerancję coraz większego wysiłku. Wytyczne wskazują ponadto, że poprawa poszczególnych składowych (tj. częstotliwość, czas trwania i intensywność treningu) powinna być stopniowa w celu zminimalizowania ryzyka wystąpienia bólów mięśniowych, urazu, zmęczenia i długoterminowego ryzyka przetrenowania.

U osób o podwyższonym ryzyku np., zawału lub udaru (czyli m.in. u osób z nadciśnieniem, cukrzycą czy hiperlipidemią) warto oceniać ewentualne wystąpienie zdarzeń niepożądanych (np. nadmiernej zadyszki – trenujący ma np. kłopot ze złapaniem oddechu). Kardiolodzy zaznaczają, że jeśli występują takie zdarzenia, to wcześniejsze schematy treningu należy skorygować „w dół”.

Źródło: www.zdrowie.pap.pl