● Samotność zabija częściej niż otyłość

samotność

Blisko 42,6 mln Amerykanów po 45. roku życia cierpi na przewlekłą samotność. Ponad jedna czwarta Amerykanów mieszka samotnie, a ponad połowa nie wstąpiła w związek małżeński. Słabe więzi społeczne zwiększają ryzyko przedwczesnego zgonu aż o 50 proc.

Takie dane wykazała ogólnonarodowa ankieta przeprowadzona przez American Association of Retired Persons (AARP).

Dr Julianne Holt-Lunstad zaprezentowała wyniki metaanalizy 148 badań, w których udział wzięło łącznie ponad 300 tys. uczestników. Wykazała ona, że silniejsze więzi społeczne przekładały się na zmniejszenie ryzyka przedwczesnego zgonu o 50 proc.

Pojęcia samotność i izolacja społeczna są używane wymiennie, ale tak naprawdę to dwa różne zjawiska.

Izolację socjalną definiuje się jako brak kontaktu z innymi ludźmi, podczas gdy samotność to poczucie, że ktoś jest emocjonalnie odłączony od innych. Jak tłumaczyła dr Holt-Lunstad podczas 125. dorocznej konwencji Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego w Waszyngtonie, ktoś może przebywać, żyć, wśród innych osób, a mimo wszystko czuć się bardzo samotnym.

Wiele naszych kontaktów, znajomości rodzi się pierwotnie w miejscu pracy. Po odejściu z niej te kontakty często szybko wygasają, co odbija się najbardziej na tych, którzy żyją samotnie. Dorośli zbliżający się do wieku emerytalnego najczęściej skupiają się na finansowych skutkach przejścia na emeryturę, zapominając o skutkach społecznych.

Jeżeli samotność nie zostanie pokonana, narasta proces prowadzący do dezintegracji osobowości. Rosną społeczne bariery w postaci alienacji, wstydu, poczucia winy, braku zaufania. Niepowodzenie w próbach pokonania barier interpersonalnych powoduje wzmaganie się napięcia i trwałe podwyższenie poziomu lęku, co w konsekwencji prowadzi do jeszcze większej samotności. Uporczywość tego stanu może powodować samotność chroniczną.

Robert Putnam, socjolog z Uniwersytetu Harvarda, w 2000 r. jako pierwszy podniósł alarm, ostrzegając przed obywatelską apatią w książce „Samotna gra w kręgle”, o której mówi się, że wywołała ogólnokrajową debatę na temat tego, czy Amerykanie rzeczywiście w coraz mniejszym stopniu angażują się w życie wspólnot lokalnych. Niezależnie od tego, czy malejąca liczba klubów brydżowych i lig kręgli rzeczywiście oznacza erozję zaangażowania społecznego, jedno jest pewne: Amerykanie nie mają monopolu na samotność.

W Unii Europejskiej jej skala jest różna w zależności od kraju, ale można stwierdzić, że wśród obywateli państw byłego bloku socjalistycznego, m.in. Ukrainy, Rosji, Węgier, Polski, Słowacji, Rumunii, Bułgarii i Łotwy, samotność odczuwa aż 34 proc. dorosłych obywateli.

Życie w pojedynkę z wyboru a samotność z przymusu to nie to samo – zaznaczają naukowcy. Pierwszy przypadek dotyczy choćby singli, czyli osób, które świadomie rezygnują ze związku. Dla nich życie w pojedynkę oznacza z reguły możliwość samorealizacji.

Wyizolowania zwykle nie wybierają jednak osoby z zaburzeniami psychicznymi, introwertycy czy osoby starsze.

Eksperci przestrzegają, że zjawisko samotności, a przez to i ryzyko przedwczesnej śmierci samotnych, będzie coraz dotkliwsze. Wpływ na to ma atomizacja (nadmierny indywidualizm, alienacja) społeczeństwa, zanik więzi, kłopoty z nawiązywaniem przyjaźni w „realu” i kult kariery. Badacze przewidują, że w 2030 r. będziemy mieli do czynienia z epidemią samotności.