● Bieganie do tyłu spala o 30 proc. więcej kalorii niż bieg klasyczny

bieganie do tyłu

Bieganie do tyłu stało się modne już w latach 70., gdy lekarze sportowi zaczęli zalecać tę aktywność kontuzjowanym atletom. Od tamtej pory bieganie do tyłu stało się elementem treningu w takich dyscyplinach jak boks czy hokej. Fizykoterapeuci zaakceptowali tę formę ćwiczeń, gdyż redukuje ona obciążenie stawów.

Chodzenie i bieganie tyłem od tysiącleci praktykowane jest w Chinach i Japonii jako sposób na zachowanie gibkości, równowagi, sprawności zmysłów i koncentracji. Stało się modne także w Stanach Zjednoczonych i Europie. Organizowane są mistrzostwa świata w biegach wstecz na dystansach od stu metrów aż do maratonu.

Z biomechanicznego punktu widzenia bieganie w tył nie jest tylko prostym odwróceniem biegu do przodu. Ale nie jest tak do końca. Jak pracuje nasze ciało w czasie biegu tyłem (tzw. retro running)?

Odpowiedzi na to pytanie przez kilka lat poszukiwał zespół naukowców z Laboratorium Mechaniki i Medycyny Sportowej Uniwersytetu w Oregonie. Badania wykazały, że kiedy biegniemy tyłem, rozwija się nasze poczucie równowagi i propriocepcja, czyli zmysł kinetyczny – tzw. czucie głębokie. Biegnąc do tyłu sylwetka jest bardziej wyprostowana niż tradycyjnym biegu, a stawy mniej narażone na kontuzje. Biegnąc tyłem spalamy więcej kalorii – o ok. 30 proc. Retro running rozwija mięśnie, które w tradycyjnym treningu pracują mało intensywnie. A te, które są wykorzystywane w czasie biegu w przód, funkcjonują w inny sposób.

Mało tego, naukowcy z Oregonu twierdzą, że bieg tyłem może leczyć. Ten rodzaj rehabilitacji polecają szczególnie w przypadku rehabilitacji stawu biodrowego, pachwin, ścięgna Achillesa i zwichnięć stawu skokowego.

Z kolei badacze z Uniwersytetu w Stellenbosch w Południowej Afryce przez sześć tygodni obserwowali 26 studentek, które w ramach eksperymentu zdecydowały się biegać wstecz trzy razy w tygodniu od 15 do 45 minut. W porównaniu z grupą kontrolną, która ćwiczyła bieg tradycyjny, dziewczynom „na wstecznym” udało się stracić więcej tłuszczu i poprawić wydolność oddechową – pisze Gazeta Wyborcza.

Kolejni naukowcy, tym razem z Uniwersytetu w Mediolanie pod kierownictwem prof. Giovanniego Cavagny stwierdzili, że technika biegania wspak (odbicie i lądowanie ze śródstopia, a nie z palców czy z pięty) w znacznie mniejszym stopniu obciąża stawy kolanowe. Z tego względu świetnie zrobi wszystkim sportowcom, którzy nie chcą przerywać treningów, ale z uwagi na kontuzje czy nadmierne obciążenia stawów muszą przez jakiś czas oszczędzać kolana.

Tyle teoria. Jak w bieganie do tyłu wygląda w praktyce?

Niemiec Achim Aretz przebiegł półmaraton w godzinę i 35 minut, a maraton – w 3 godz. 38 min. Jego rodak, Kurt Hassan, pokonał tyłem 100 km. Zajęło mu to… niecałą dobę (21 godz. 34 min), a Anthony Thornton z USA w ciągu 24 godz. nieprzerwanego biegu wspak pokonał ponad 153 km.

Jeden z najlepszych biegaczy na świecie do tyłu, pokonuje 1000 metrów w czasie 3 minut i 20 sekund. Dla większości amatorów jest to nieosiągalna prędkość. Najlepsi w Polsce 100 metrów pokonują w czasie poniżej 17 sekund.

Eksperci radzą, by przed bieganiem do tyłu zacząć najpierw chodzić wstecz. Kiedy poczujemy się pewniej, można przeplatać chód truchtem, by z czasem przejść do „czystego” biegu.

Amatorom biegania na opak zdarzają się jednak upadki czy zderzenia z drzewami, zaparkowanymi na chodnikach samochodami lub biegającymi do przodu. Można, rzecz jasna, odwracać głowę i spoglądać przez ramię, ale to spowalnia poruszanie się i szybko powoduje kurcze. Niektórzy zawodnicy trenują z lusterkami przymocowanymi do czapki, choć to rozwiązanie jest niedozwolone podczas zawodów.

Źródło: Gazeta Wyborcza/sprawnypo40.pl