O tym, jak przez przypadek zrobiłem lepszy lek na ból zęba niż farmaceuci

ból zęba

Na domowe sposoby na przeziębienia, grypę, bóle i inne przypadłości odnosiłem się zawsze z dużym przymrużeniem oka. Do czasu, aż nie zaczął mnie boleć ząb i nie miałem pod ręką tabletek przeciwbólowych.

Każdy chyba zna ból, którzy towarzyszy popsutemu zębowi. Potrafi doprowadzić do wściekłości. Mnie doprowadził do kreatywności i skomponowania specyfiku, który zadziałał lepiej od środków przeciwbólowych. I działa tak za każdym razem. Jak do tego doszło?

Ból zaatakował nagle – ot, wypadła plomba, pech chciał, że późną porą i akurat nie miałem pod ręką żadnego Apapu, Ibupromu czy innych pigułek. Miałem też pracę do wykonania, więc sytuacja stała się nerwowa. A bolało mocno, nie jakieś tam „czuję delikatne mrowienie, może to od piwa”. Bolało tak, że aż skręcało.

W porywie desperacji pierwsze co zrobiłem, to wstukałem w google hasło „domowe sposoby na ból zęba”. Wyskoczyło mi, że pomaga sól, w innych frazach, że pieprz, jeszcze w innych, że czosnek. W związku z tym, że miałem w domu wszystko, postanowiłem zrobić z tego… miks. W końcu trzy składniki to nie jeden. Zawsze któryś zadziała. Antyperspirant w kulce Adidasa ma nawet 6 składników. I o dziwo – akurat na mnie – działa najlepiej (nie, nie zapłacili mi za ten wpis).

Wziąłem więc, zgodnie z babciną filozofią komponowania przepisów – trochę soli, trochę pieprzu i trochę świeżego czosnku. Ten ostatni przepuściłem przez praskę – metalową, mimo że pisano, by rozgnieść drewnianą łyżką, bo ponoć w kontakcie z metalem czosnek traci właściwości. Wymieszałem, dodałem trochę wody, by uzyskać konsystencję pasty i… otrzymałem coś wyglądem przypominające kupę, co zresztą widać na załączonym zdjęciu. Mimo to napchałem to w dziurę, a czekając na efekt, przypomniała mi się pewna anegdota.

Chodząc kiedyś na osiedlową siłownię byłem świadkiem ciekawej scenki. Jeden z kumpli zapytał drugiego – najsilniejszego na pakerni (który niespecjalnie krył się z używaniem niedozwolonych środków „na masę i siłę”), czy gdyby mięśnie rosły od kupy, mógłby takową zjeść. Był to rzecz  jasna mocno jowialny żart, tyle że najsilniejszy kolega ze śmiertelnie poważną mina odpowiedział: – Tak.

Wracając do mojej pasty, – po krótkiej chwili coś zapulsowało, zabolało bardziej i… przestało boleć. Tak zupełnie. Oczywiście poprawił mi się humor, dokończyłem pracę, poszedłem spać, a potem… no właśnie – nie poszedłem do dentysty.

Po miesiącu ząb się odezwał znów późno i znów w niesprzyjającej porze. Ale teraz sytuacja była inna. Miałem Ketonal. A pewnie wiecie, że nie jest to słaby środek, choć jeszcze nie opioid. Wziąłem, po 10 minutach poziom bólu spadł mniej więcej do połowy – ale ząb bolał. Rano wziąłem pyralginę – to samo. Przypomniałem więc sobie o paście, która już wyschła, ale stała w lodówce i nie wyglądała na zepsutą. Dodałem wody, obłożyłem ząb i… to samo co poprzednio – po krótkiej chwili coś zapulsowało, zabolało bardziej i… przestało boleć.

Oczywiście, że najlepiej pójść do dentysty. Oczywiście, że nikogo nie namawiam, by stosował ludowe specyfiki w dobie rozwiniętej medycyny i środków, które oferuje farmacja. Opisałem jedynie swój indywidualny przypadek. Przypomnę – przypadek osoby, która w takie mydła i powidła nie wierzy.

Gdy w mediach opisywane są badania osławionych już amerykańskich naukowców, na początku często czytamy, że na cos tam okryto rewelacyjny środek, że to przełomowe badania, że obiecujące wyniki i szansa na uratowanie połowy ludzkości. Na końcu okazuje się, że eksperymentowano na myszach, a próba liczyła 15 osobników i trzeba poszerzyć badania, a potem sprawdzić to na ludziach.

W moim przypadku eksperyment wykonałem na jednym osobniku – na samym sobie. Tak więc jeśli ktoś zdecyduje się go powielić – robi to na własną odpowiedzialność. A tak w ogóle – chodźcie do dentysty!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.