Suplementy diety: już konieczność czy jeszcze fanaberia?

Odpowiednio zbilansowana dieta w dzisiejszych czasach to jak poszukiwanie Świętego Graala. Jedni nie jedzą mięsa, inni glutenu, a jeszcze inni unikają nabiału i wyrobów mlecznych. W takich warunkach dostarczenie organizmowi wszystkich mikro- i makroskładników żywieniowych graniczy z cudem – mówi Wojciech Łysak, twórca polskich suplementów marki Cheers.

Z suplementami diety konsumenci nie mają ostatnio łatwo. Wielu producentów przekonuje, że są niezbędne, i to nawet tak egzotyczne z nich jak lewoskrętna witamina C czy suplementy na zespół niepokojonych nóg, „przewodnienie” lub zakwaszenie organizmu. Sporo zamieszania narobił też raport NIK, który co prawda opublikowano w lutym ub.r., ale jego echa słychać do teraz. Rysuje on obraz suplementów w postaci mętnej wody, w której znajdziemy wiele produktów złej jakości, a nawet niebezpiecznych dla zdrowia.

Aby nieco usystematyzować ten mętlik, o najbardziej palące kwestie zapytaliśmy Wojciecha Łysaka, który stworzył i z sukcesem oferuje polskie suplementy diety o nazwie Cheers. Wybór nie jest przypadkowy, bo marka poprzez swoje pozycjonowanie idzie pod prąd i zapewne gra na nosie wielu innym, większym producentom suplementów. Otóż jej produkty nie zawierają żadnych sztucznych dodatków, wypełniaczy, substancji przeciwzbrylających, szkodliwych substancji dodatkowych z symbolem E, mogą je także przyjmować wegetarianie i weganie, bo do produkcji nie są używane żadne substancje pochodzenia zwierzęcego. Ale do rzeczy.

sprawnypo40.pl: – Na rynku suplementów diety mamy olbrzymią ilość produktów. Jakość niektórych pozostawia wiele do życzenia, o czym świadczy chociażby ostatni raport NIK (luty 2017). Badania laboratoryjne wykazały, że wiele suplementów nie ma cech deklarowanych przez producentów, a zdarzają się też po prostu szkodliwe dla zdrowia. Czym zatem powinien kierować się konsument w wyborze suplementów, by mieć gwarancję ich dobrej jakości?

Wojciech Łysak: – Zgadza się, rynek suplementów diety został wręcz zalany produktami o wątpliwej jakości. Opublikowany na początku 2017 r. raport NIK nie pozostawił suchej nitki na branży i wykazał wiele niedociągnięć. Niestety system prawny funkcjonujący w Europie posiada wiele luk, które są nagminnie wykorzystywane są przez nieuczciwych producentów. W chwili, gdy podmioty gospodarcze konkurują między sobą tylko poziomem cenowym produktu, obniżają na wszelkie możliwe sposoby koszty produkcji, by jak najwięcej pieniędzy pozostało na marketing i reklamy. Logiczne jest, że nie prowadzi to do niczego dobrego. Zbytnie zaufanie do dostawców, brak wiedzy, odpowiednich systemów kontroli jakości i weryfikacji stopnia czystości składników sprawia, że na rynek trafiają produkty nie posiadające dawek substancji aktywnych deklarowanych na opakowaniu. Bywają także zanieczyszczone a nawet całkiem bezwartościowe – zawierają jedynie „marketingowe” dawki składników, co pozwala producentowi na umieszczenie oświadczenia zdrowotnego zatwierdzonego przez EFSA lub takiego, które oczekuje na rejestrację na tzw. liście „pending”  – zawierającej głównie składniki pochodzenia roślinnego. Jednak czego można się spodziewać po produkcie, którego koszty wytworzenia z opakowaniem, kapsułkami, kartonikiem wynoszą czasami nawet i dwa złote? Na to pytanie należy odpowiedzieć sobie samemu w chwili, gdy jako finalny konsument wybieramy suplementy dla siebie.

Przede wszystkim nie należy kierować się reklamami, kolorowymi ulotkami czy promocją w aptece, tylko zdrowym rozsądkiem. Powinniśmy dążyć do samoedukacji, zwiększając regularnie poziom naszej wiedzy dotyczącej składników suplementów i sposobu ich działania na organizm. Gwarancją jakości są także badania i analizy wykonywane przez niezależne, akredytowane laboratoria badawcze. Produkty najwyższej klasy są ponadto oznaczane jako „clean label” – co oznacza, że nie zawierają żadnych sztucznych dodatków, wypełniaczy i innych substancji, które można znaleźć w produktach niższej jakości.

– Wielu dietetyków czy lekarzy zwraca uwagę, że wadą suplementów diety jest ich niska przyswajalność. Czy da się jakoś ten problem obejść?

– Faktycznie, problem słabej przyswajalności jest istotnym aspektem suplementacji. W tym przypadku do suplementów odnoszą się te same zasady co do leków. Najważniejszą kwestią nie jest w praktyce całościowa dawka, lecz to, ile faktycznie z tej dawki trafi do komórek naszego organizmu. Czy podwójna dawka magnezu w postaci tlenku będzie lepsza niż pojedyncza z dobrze przyswajalnej soli organicznej czyli cytrynianu? Otóż nie, bo tlenek magnezu stanowiący przeważającą większość wśród popularnych preparatów magnezowych z aptecznej półki „za pięć złotych” wchłania się w zaledwie kilku procentach, podczas gdy przyswajalność cytrynianu wynosi blisko osiemdziesiąt procent.

Drugi problem związany z wchłanianiem to jego zaburzenia już po stronie konkretnego konsumenta. Ze względu na ubogą dietę, braki żywieniowe, problemy zdrowotne czy ubogą mikroflorę jelitową, tracimy zdolność do przyswajania wielu składników z normalnego pożywienia. Dlatego dobrej jakości, naturalne suplementy mogą nam w tym wypadku bardzo pomóc – dostarczają bowiem składniki w formie „wyodrębnionej”, która jest o wiele łatwiejsza w absorpcji.

– Ostatnio media zalewają nas reklamami nowych środków leczniczych, które wykorzystują związki o tajemniczej nazwie „chelaty”, które ponoć są zdecydowanie lepiej przyswajalne niż inne formy. Czy to prawda?

– Chelaty to nic innego jak połączenia kwasów organicznych lub aminokwasów z minerałami. Są produkowane w laboratoriach i naśladują składniki mineralne naturalnie występujące w żywności. W przeciwieństwie do najtańszych źródeł mineralnych – soli nieorganicznych – chelaty są o wiele lepiej przyswajalne. To specyficzne połączenie jonu minerału i cząsteczki kwasu organicznego zabezpiecza jon przed interakcjami z innymi składnikami żywności, a także zmianami pH, do jakich dochodzi w obrębie przewodu pokarmowego. Chelaty, czyli na przykład cytrynian magnezu, są również łatwiej przepuszczalne przez barierę jelito/krew, dlatego dostarczają one jony minerałów do komórek szybciej i w większej ilości.

– Skoro, teoretycznie, odpowiednio bilansując dietę, możemy dostarczyć organizmowi wszystkich niezbędnych witamin i minerałów, jaka powinna być rola suplementów diety np. dla aktywnych mężczyzn? A może – np. w kontekście naszego lenistwa w kwestiach odżywiania się – są one w praktyce niezbędne?

– Odpowiednio zbilansowana dieta w dzisiejszych czasach to jak poszukiwanie Świętego Graala. Każdy z nas ma jakieś niedobory żywieniowe, nasze diety są często eliminacyjne – jedni nie jedzą mięsa, inni glutenu, a jeszcze inni unikają nabiału i wyrobów mlecznych. W takich warunkach dostarczenie organizmowi wszystkich mikro- i makroskładników żywieniowych graniczy z cudem. Poza tym jakość żywności, jaka jest dostępna w większości sklepów, jest bardzo słaba – masowa produkcja „wyjaławia” pokarm z najcenniejszych składników. To dobrze, że padło pytanie o osoby aktywne, bo to ostatnio modne zagadnienie. Wielu z nas coś trenuje – a każda, nawet najmniejsza aktywność fizyczna zwiększa zapotrzebowanie organizmu nie tylko na energię, ale również na składniki, które pozwalają tą energię wykorzystać i przetworzyć, czyli witaminy i minerały.

– W rynkowej ofercie znajdują się zarówno preparaty jednoskładnikowe, typu cynk czy witamina C, jak i preparaty „multi” w postaci całej palety witamin i minerałów. Kiedy wybierać te pierwsze, a kiedy korzystać z preparatu wieloskładnikowego?

– Wszystko zależy od stopnia odżywienia naszego organizmu i tego, czym się zajmujemy na co dzień. Monopreparaty zawierają większe dawki składników i dedykowane są do precyzyjnej suplementacji już przy konkretnych niedoborach, które bardzo często łatwo jest rozpoznać. Jeśli ktoś pije dużo kawy, ma stresującą pracę, jest aktywny fizycznie i ma powyżej 30 lat, powinien sięgnąć po produkty zawierające duże dawki magnezu (ZMB6) czy potasu (POTASSIUM). Natomiast preparaty wieloskładnikowe to doskonałe uzupełnienie diety pełną paletą witamin czy minerałów. Suplementacja będzie działaniem prewencyjnym, mającym zapobiegać niedoborom. Uwzględniwszy jakość dostępnego w naszych czasach pożywienia oraz tryb życia, okaże się, że po te drugie powinien regularnie sięgać niemal każdy z nas.

– Podsumowując: suplementy diety nie są teoretycznie niezbędne, ale…

– Ale w praktyce okazuje się, że ich zażywanie to przede wszystkim wygodny i możliwy do zrealizowania sposób na dbanie o zdrowie. Oczywiście – jeśli ktoś ma determinację i czas, by odpowiednio bilansować dietę, może to robić. Ale nie oszukujmy się – z reguły kończy się to tym, że „miało być pięknie, a wyszło ja zawsze”. Suplementy – oczywiście wysokiej jakości – po prostu są dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy mają mało czasu, a nie chcą narażać się na niedobory witamin czy minerałów. Czyli dla zdecydowanej większości z nas.

Na pytania odpowiadał Wojciech Łysak, twórca marki CHEERS.