Newsweek o ofiarach fitnessowego faszyzmu: treningi zjadają im kawał życia

bigoreksja

Jak obwieściły kolorowe magazyny – teraz nie wystarczy być szczupłym. Trzeba jeszcze mieć dobrze wyrzeźbione, zdrowo wyglądające i silne ciało. Niektórzy jednak tracą w ćwiczeniach umiar. Na Zachodzie mówi się o nich: ofiary fitnessowego faszyzmu, a o problemie szerzej pisze m.in. tygodnik Newsweek.

Jak uważa trenerka fitnessu Aneta Kisser, obsesja na punkcie wysportowanej sylwetki zaczyna się stawać w Polsce problemem. Twierdzi, że zna ludzi, którzy podporządkowują ćwiczeniom wszystko. – Tracą znajomych, bo od rana do wieczora myślą tylko o tym. Nie wyjdą z nimi na miasto, bo nie zjedzą, nie napiją się alkoholu, bo muszą być w formie przed kolejnymi ćwiczeniami. To błędne koło. I w pewnym momencie zostają całkiem sami – mówi w tygodniku Newsweek.

Z kolei  Jean Ekwa ze szkolącej trenerów personalnych firmy FitAdept zauważa, że wcześniej tematyka fitness była niszowa – media społecznościowe sprawiły, że stała się stylem życia. Zaznacza, że trenerki, takie jak Ewa Chodakowska i Anna Lewandowska, są dziś celebrytkami, podczas gdy jeszcze w latach 80., w czasach największej popularności aerobiku, byłyby znane jedynie w środowisku pasjonatów fitnessu.

Mateusz Banaszkiewicz, psycholog zdrowia z Uniwersytetu SWPS, przypomina z kolei o mechanizmie nazywanym „społecznym dowodem słuszności”. Tłumaczy, że jeśli widzimy w mediach społecznościowych, iż aktywność fizyczna albo niestandardowe formy żywienia stają się popularne, to budzi się w nas poczucie, że warto się tym interesować.

Popularność fitnessu zauważył nawet Kuba Wojewódzki, który do jednego ze swoich programów zaprosił gwiazdy Instagrama Maritę Deynn i Daniela Majewskiego. Jak pisze tygodnik, ich poradnik „Trening życia”, zachęcający do uprawiania fitnessu, był wówczas drugi na liście bestsellerów. Wyprzedzała go jedynie książka Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”.

Czytaj więcej: Obsesja na siłowni

Czym grozi taka obsesja w przypadku mężczyzn? Na przykład bigoreksją, zwaną też dysmorfią mięśniową. To zaburzenie psychiczne polegające na ciągłym niezadowoleniu z wyglądu swojego ciała, zwłaszcza masy mięśniowej. Cierpią na nie głównie mężczyźni systematycznie ćwiczący na siłowni, którym wydaje się, że ich mięśnie nie rosną.

Ćwiczenia przybierają charakter kompulsywny. Powiększanie masy mięśniowej stanowi rodzaj myśli nadwartościowej, której podporządkowane są wszystkie inne aspekty życia. Chory perfekcjonistycznie skupia się na sobie i własnych dążeniach. Unika kontaktów towarzyskich, bo kolidują z treningami, ocenia siebie jako osobę zbyt szczupłą, podobnie jak chory cierpiący na anoreksję postrzega siebie jako osobę zbyt grubą (niezależnie od tego jak niską masę ciała posiada).

Schorzenie to dotyczy około 10 proc. wyczynowo uprawiających kulturystykę osób płci męskiej. Ale badania pokazują, że obecnie co dziesiąty Brytyjczyk ma symptomy tego zaburzenia. Niektórych obsesja na punkcie pracy na siłowni i używania sterydów kosztuje utratę pracy, związku, a nawet… życia.

Tragicznym przykładem jest Oli Loyne, który zmarł na atak serca w wieku zaledwie 20 lat. Po dwóch atakach serca i udarze mózgu w wieku 19 lat, Loyne nadal trenował do granic możliwości.

W Polsce także odnotowuje się więcej przypadków bigoreksji niż w ostatnich 10 latach.

Bigoreksja swój początek bierze pod koniec okresu dojrzewania, często dotykając osoby wcześniej rzeczywiście wątłe, mające problemy z funkcjonowaniem w grupie rówieśniczej lub zaburzone relacje z bliskimi. Może współistnieć z zaburzeniami depresyjnymi. Zaburzenie leczy się za pomocą psychoterapii.